czwartek, 5 września 2019

Kariera fotografa - post autorefleksyjny

W chwili w której piszę te słowa, w Katowicach trwają przygotowania do wystawy "Wokół Portretu", w której mam, bez słowa przesady, zaszczyt brać udział. Niestety nie mogę być dziś na wernisażu, gdyż nie pozwala mi na to proza życia. 

plakat wystawy z moją fotografią z cyklu Cosmic Perspective

W tym okresie mija także okrągłe 10 lat jak postanowiłem związać się zawodowo z fotografią. Jako kończący studia filologiczne dzieciak, chciałem znaleźć sobie coś, w czym mógłbym się realizować. Ponieważ do pracy za barem nikt mnie nie chciał przyjąć, a kariera kasjera w Biedronce zaburzała by mój "work-life balance", postanowiłem zająć się fotografią. Właściwie to po amatorsku, jako wesoły pstrykacz, zajmowałem się nią zawsze, jednak po sesji ślubnej, jaką mieliśmy z moją żoną, uznałem że zawodowstwo nie może być aż takie trudne.

Początki były skromne, założyłem że najłatwiej jest robić zdjęcia produktowe, więc od tego zacząłem. Oczywiście założenie było błędne, każdy wie że najłatwiej robi się wielkobudżetowe kampanie mody. Byłem jednak uparty i siedziałem przy stole z dwiema lampkami i amatorskim Canonem na plastikowym statywie. Raz po raz, po godzinach, pstrykałem zdjęcia dziewczynom z Maxmodels. W necie patrzyłem z podziwem jak jedni używają światła na swoich zdjęciach i z pogardą jak inni nadużywają Photoshopa. Sam korzystałem z Gimpa, więc może trochę zazdrościłem. 

Jakiś czas później, ojciec mojego współlokatora i kolegi z Korei Południowej, Polak żeby nie było, poprosił mnie o zrobienie paru reprodukcji swoich obrazów. Oczywiście nie miałem o tym pojęcia, więc zanim pojechałem je wykonać, musiałem o tym poczytać. Koniec końców jakoś wyszły  i powstała z nich pierwsza publikacja w jakiej maczałem palce. 

Chciałem się uczyć. Postanowiłem zapisać się do Akademii Fotografii. Byłem nawet na rozmowie kwalifikacyjnej, ale jak się okazało w tym właśnie roku, oddział poznański został zamknięty. Krótko mówiąc - zobaczyli moje portfolio i stwierdzili, że w tym mieście nie ma dla nich przyszłości. Po jakimś czasie zadzwonił jednak profesor Włodzimierz Włoszkiewicz (ojciec współlokatora z Korei) z pytaniem czy na próbę, tak przez pół roku, nie poprowadziłbym zajęć z fotografii na Wydziale Architektury Politechniki. Tyle tylko, że mam 2 tygodnie, żeby się przygotować, bo jakiś ktoś, kto miał to pierwotnie robić, w ostatniej chwili się wycofał. No tak, pewnie, przecież co? Ja nie dam rady? Cała wiedza o fotografii w 2 tygodnie? Pikuś. Uczyłem się więc sam, nie tylko te 2 tygodnie, ale całe następne 5 lat jakie pracowałem na wydziale, usiłując najpierw nadgonić wiedzę techniczną potrzebną do prowadzenia zajęć, potem wiedzę o sztuce i jeszcze łyknąć tu i tam czegoś, co pomogłoby mi być lepszym prowadzącym. Trochę jak prezydent Duda - uczyłem się ciągle i wszędzie. Jednocześnie powoli, trochę popychany, trochę inspirowany przez profesora płodziłem moje pierwsze próby twórcze. 


z cyklu Post Sapiens 

I tak w 2016 roku, w tym samym w którym zakończyłem przygodę z Wydziałem Architektury zostałem przyjęty do ZPAF. Za drugim razem, bo za pierwszym, dwa lata wcześniej, wyglądało jakbym chciał pisać doktorat po ukończeniu przedszkola. Z przyziemnych powodów i po sromotnej porażce jakiej doświadczyłem próbując prowadzić z kolegą szkołę artystyczną w Gnieźnie, w połowie 2017 roku ostro wziąłem się za pracę komercyjną. Dziś wypuszczam do moich klientów około tysiąca zdjęć rocznie. Fotografia stała się moim zawodem, z pełnymi tego konsekwencjami. Raz wchodzę do pracowni zmotywowany, innym razem mam nadzieję na awarię prądu. Codziennie muszę być kreatywny, ale nie tak jak Picasso, tylko jak hydraulik, który musi połączyć dwie rury o różnych średnicach, a z narzędzi ma ołówek i gumę do żucia. 



Po co to wszystko piszę? Po pierwsze dlatego, że słyszałem iż posty autorefleksyjne pozytywnie wpływają na konwersje. Po drugie dlatego, że coraz częściej wkurzają mnie opinie, jak to łatwo jest być fotografem czy artystą. Po trzecie dlatego, że chciałbym być dziś na wernisażu wystawy, w której udział jest ewidentnie moim największym osiągnięciem, ale nie mogę, bo przygotowuję zdjęcia papieru toaletowego. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O motywacjach słów parę

Wczoraj był dzień, na który od dawna czekałem. Nie, to nie były moje urodziny, o których nawiasem mówiąc z reguły nie pamiętam, nie było to...